Szukaj

Dlaczego lubię i nie lubię święta zmarłych

Święta Zmarłych minęły.

Świat wypełnił się nowymi newsami, wydarzeniami, zadaniami, potrzebami.

Szybko.

Po co więc do tego wracać? Lubię wracać…

Gdy święta trwają, ja też trwam i wędruję razem z nimi, pozwalam im się nieść. Pozwalam swoim myślom, uczuciom, wspomnieniom przepływać przez głowę.

Pozwalam sobie doświadczać.

A potem te dni oddalają się ode mnie stopniowo. Nie z dnia na dzień.

Gdy pomału odchodzą w przeszłość, lubię co jakiś czas zatrzymać się przy nich na chwilę.

Pomyśleć o myślach.

Pomyśleć o tym, co się właśnie dla mnie wydarzyło.

Też tak macie?

Lubicie te ciche powroty pomiędzy codziennymi obowiązkami?

Myślicie o drobiazgach albo nawet dużych przeżyciach, którym nie chcecie pozwolić odejść w niepamięć? Chcecie, żeby zostały z Wami na dłużej, a może nawet… na zawsze?

Ja tak właśnie mam i dlatego chciałam napisać o tym, co lubię, a czego nie lubię w dniu Wszystkich Świętych.

Lubię dzień Wszystkich Świętych i Zaduszki.

Lubię całe te 2 dni.

Lubię spacerować przez cmentarz. Czytać imiona i nazwiska z nagrobków ludzi, o których nic nie wiem. Lubię myśleć o tym, że za nimi kryją się wielkie historie, całe życia, marzenia, cierpienia, szczęścia i codzienności. Lubię oddać im kawałeczki mojej uwagi.

Lubię chrzęst kolorowych liści pod stopami.

Lubię te tysiące światełek migających pomiędzy drzewami.

Lubię gwar i zapachy, które można poczuć tylko w te szczególne dni.

Lubię stare, piękne nagrobki, bo kryje się w nich wielopokoleniowe życie.

Ale sama nie lubiłabym być pochowana pod kamieniem, chyba, że takim zwyczajnym, leżącym na łące.

Lubię stare cmentarze, bo ludzie zostawili na nich miejsce dla drzew.

Na starych cmentarzach rosną stare drzewa. Lubię je i myślę, że zmarli też je lubią.

Lubię życie, które kwitnie wśród nich. Bo tak właśnie… cmentarze są pełne życia!

Lubię, jak to życie szumi, pachnie, ćwierka, nawołuje się, wspina na drzewa, fruwa, tupta małymi nóżkami wśród liści, przemyka chyłkiem pomiędzy grobami, zakłada gniazda, cieszy się z narodzin swoich dzieci.

Nie lubię, gdy ludzie, zdarza się, próbują przegonić to życie z cmentarza, bo niszczy i koliduje z powagą miejsca.

Lubię myśleć, że gdy wracamy do naszych domów i cmentarz pustoszeje z nas – ludzi, to opuszczone  miejsce po chwili wypełnia bogate, cmentarne życie. Całe to wielogatunkowe zgromadzenie jest przy  naszych zmarłych, gdy nas nie ma. Czyli przez większość czasu.

I wiecie, co…?

Jakoś tak sobie myślę, że zmarli lubią to pełne życia życie i cieszą się z takiego towarzystwa.

W te dni nie czuję się smutna.

Czuję się spokojnie radosna.

Lubię tę cichą radość. Nie myślę, czy to wypada, czy nie wypada.

Nie lubię ponurości, jaka nam towarzyszy na cmentarzach.

Nie lubię, że śmiech wydaje się w tym miejscu nie na miejscu.

Myślę, że zmarli cieszą się, gdy wspominamy wspólne radosne chwile i zaśmiejemy się do nich od serca.

I wcale nie chcą, żebyśmy zanurzali się w żałobie po nich, jak w czarnej odchłani.

Lubię myśleć, że zmarli chcą, żebyśmy żyli.

Nie lubię stert śmieci przesypujących się z cmentarnych kontenerów.

Nie lubię stert ściętych kwiatów, które pięknie wyglądają, gdy je położymy na grobie i umierają w ciszy, gdy tego nie widzimy.

Nie lubię tabunów zużytych zniczy i innych odpadów będących efektem sprzątania grobów. Wszystko to, co tak zdobi nasze groby, wcześniej czy później nieuchronnie zamienia się w bezużyteczne śmieci. Nie lubię tego.

Lubię pomysły, na jakie wpadają ludzie, by coś na to poradzić.

Lubię tych ludzi i ich pomysły.

W tym roku dniom zmarłych towarzyszyła pogoda, którą nazywamy piękną. Lazur nieba, promienie słońca jeszcze bardziej podkreślające kolory liści. Taki dzień przynosi radość i nie sposób się nim nie cieszyć.

Lubiłam te 2 dni.

Nie lubię, że 1 listopada pomnożony przez lata pokazuje nam zmieniający się klimat.

Kiedyś, tego dnia ludzie wyciągali z kartonów zimowe płaszcze i to był pierwszy dzień, kiedy się je wkładało. Potem nastąpiły lata jesiennej szarugi. Zawinięci w szaliki, często pod parasolami mierzyliśmy się z wiatrem i wilgocią.

A teraz, proszę!!!

Otulona słońcem i niebieskością nieba piękna polska jesień, która przynosi radość.

Lubię to piękno. Nie lubię, że tak się stało i dzieje się coraz bardziej i bardziej z roku na rok.

Nie lubię, że nie mogę decydować, gdzie i jak mogę być pochowana.

Nie lubię, że by rozsypać moje prochy w miejscach, które kocham, moja rodzina będzie musiała oszukiwać system. Kiedyś. Mam nadzieję, że zanim to kiedyś nastąpi, odzyskamy prawo do tego, co jest tylko nasze.

A gdzie tu jest DOBRA WIADOMOŚĆ?

Dla mnie dobra wiadomość jest w tym, że te dni, gdy chodzimy na cmentarze, sprzątamy groby, to dobra okazja, by je spędzić po prostu dobrze z tymi, których kochamy. W sumie to drugorzędna sprawa – żywymi czy umarłymi.